Szłam po ulicach Londynu bacznie przyglądając się
sklepowym witrynom. Wcisnęłam ręce głęboko do kieszeni czarnej skórzanej kurtki
i zacisnęłam usta, bo wiatr stopniowo szalał. Szłam dalej
zatapiając wzrok w chodniku. Falowane, ciemnobrązowe włosy powiewały na
wietrze. Słychać było stukanie obcasów na chodniku. W tle tłum ludzi z
parasolami w popłochu biegających w strony swoich domów. Gdy szłam nie patrzyłam na nikogo. Ktoś porządnie się na mnie wywrócił. Upadliśmy na chodnik.
- Aua! - zawyłam z bólu
- Przepraszam Cię. Nic Ci nie jest?- usłyszałam głos jakiegoś chłopaka
- Nie. Mam tylko siniaki na udach, biodrach, tyłku i kolanach!- wygarnęłam i chwyciłam rękę, którą do mnie wystawił. Pomógł mi się podnieść.
- Mam mokre całe spodnie- narzekałam dotykając pośladków.
Chłopak zdjął bejsbolówkę i podał mi ją.
- Obwiąż ją sobie wokół pasa. Nie będzie widać.
- Dzięki. A nawet nie wiem jak masz na imię.
- Zayn Malik- przedstawił się
- Aaa, już kojarzę. To tobą i twoimi przyjaciółmi zachwycają się miliony dziewczyn- potwierdziłam obojętnie
- W tym również moja przyjaciółka. Drze się kiedy tylko was usłyszy lub zobaczy. - dodałam po chwili, na co się uśmiechnął.
- A ty jak masz na imię?- zapytał
- Katherine.
- Katherine jakaa..?- zapytał przeciągle zerkając na mnie znacząco
- Obolała- dokończyłam. Uśmiechnęłam się do niego - Forbes
- Miło mi
- No i wzajemnie :)
Zaczęło dosłownie lać. Wiatr rozszalał się tak mocno, że drzewa zaczęły gwałtownie się kołysać. Słychać było dźwięk piorunów , a na szarym niebie dostrzec można było błyskawice.
- Chodź może do mnie do domu- zaproponował . Gdy spojrzałam na niego z podniesioną brwią, sprostował - Mam bliżej niż ty.
Zgodziłam się.
**
- Chcesz może gorące kakao?- zapytał podchodząc do blatu kuchennego
- Zależy. Czy ci się chce, czy nie.- odparłam i usiadłam na kanapie.
- Czyli robić.- mruknął pod nosem wsypując łyżeczki kakao do kubków.
Uśmiechnęłam się. Położyłam torbę na kanapie obok siebie. Sprawdziłam komórkę. Wiadomość od Candice.
Mam cię czymś trzepnąć? Gdzie jesteś? Martwię się...Burza szaleje..
- Candi
Westchnęłam.
Nie martw się. Spotkałam Zayna Malika..no wiesz tego z One Direction i teraz u niego jestem. Nie pytaj- wytłumaczę ci jak będę w domu.
- Kat.
Schowałam komórkę do torby nie czekając na kolejną wiadomość od Candice.
Zayn niósł ostrożnie dwa pełne kubki. Trzęsły mu się ręce.
Zaśmiałam się.
- Jeszcze tygodniowy zarost, siwe włosy i normalnie jak mój dziadek Gregory
- Nie rozśmieszaj mnie teraz. Niosę gorącą czekoladę- uśmiechnął się nie spuszczając wzroku z kubków.
- Daj, pomogę Ci- wstałam i wzięłam od niego jeden kubek. Postawiliśmy je na szklanym stoliku obok kanapy.
Usiedliśmy wygodnie.
- Trzy, dwa..- zaczął odliczać
- Ehm..co ty robisz?- zapytałam niepewnie
- Jeden.
Do mieszkania wbiegło czterech przystojnych chłopaków. Poznałam ich błyskawicznie.
- Mówiłem Ci! Ja chcę nowe kalosze!- krzyczał Louis
- A ja Ci mówię, że one były w biedronki. To dla dzieci!- przemówił Harry
- Kłócicie się o kalosze?- wtrącił zdezorientowany Liam
- Ej, patrzcie. Jakaś laska siedzi w naszym salonie- powiedział obojętnie Niall. - No to ja idę coś zjeść.
Pozostali zrobili wielkie oczy na mój widok i podbiegli do mnie. Przykucnęli obok moich nóg. Zayn i ja dziwnie na nich patrzyliśmy.
- Ej, a to nie jest manekin?- zapytał odrętwiały Lou dotykając moje nogi i ręce.
- Nie idioto- skarcił go Liam
Harry tylko wzruszył niedbale ramionami.
- Obstawiacie jedną wielką szopkę jak zobaczycie jakąś laskę.- oznajmił obojętnie i usiadł obok mnie na kanapie.
Kanapa była trzyosobowa. Ja pośrodku, a z obydwu stron Harry i Zayn. Louis usiadł na fotelu z lewej strony, a Liam z prawej.
- Ej! A ja niby gdzie mam usiąść?- zapytał zdezorientowany Niall
Podniosłam się z miejsca.
- Przepraszam. Chyba Cię podsiadłam. Siadaj.
Harry położył mi rękę na ramieniu i przyciągnął z powrotem na kanapę.
- Jest miejsce na krześle w kuchni. - krzyknął Louis
- Tak. Przecież to twoje ulubione miejsce w całym domu- przypomniał mu Liam
Wszyscy zaczęli się we mnie wpatrywać jak w obrazek. Zaczęłam nerwowo bawić się palcami. Tylko Zayn i Harry zachowali powagę.
- O boże..- walnął się w czoło Harry widząc, że chłopcy się ślinią . Zwrócił się w moją stronę - Wybacz im. Oni tak mają.
- J-jasne- jęknęłam
- Na pewno jesteś przyzwyczajona , że chłopcy tak na ciebie patrzą- powiedział Zayn
- No właśnie. Ale nie sławni chłopcy..
Pięciu przystojniaków zaśmiało się.
- Opowiedz coś o sobie- zaproponował Harry
- Nazywam się Katherine Forbes. Mam 19 lat..Manię zakupoholiczki..- opowiadałam o sobie.
***
- Chłopcy, ja muszę już iść. Robi się ciemno, a póki jest widno to pojadę autobusem. - powiedziałam nagle i wstałam z kanapy przerywając miłą pogawędkę.
- Szkoda- odparli chórem
Uśmiechnęłam się do nich.
- Odwiozę Cię. - zaproponował Harry sięgając po kluczyki od auta
- Dzięki, ale nie musisz marnować na mnie paliwa.
Otworzył drzwi i wyszedł już przed dom kierując się w stronę samochodu
- Nie gadaj tylko chodź- powiedział głośno
Westchnęłam teatralnie.
- Na razie chłopcy - pożegnałam się
- Ej, tylko wymieńmy się szybko numerami- powiedział Louis
Napisałam im mój numer, a oni mi swoje.
Zamknęłam drzwi od ich domu i skierowałam się w stronę srebrnego samochodu. Weszłam na miejsce pasażera obok Harry'ego.
- Niezły połysk- uśmiechnęłam się
On też się uśmiechnął. Zobaczyłam jego dołeczki. Na żywo wydawały się jeszcze bardziej urocze.
- Na jakiej ulicy mieszkasz?
Podałam mu adres, on odpalił silnik i pojechaliśmy.
Ulewny deszcz padał na szybę. Raz co raz chodziły wycieraczki. Na drogę wybiegł jakiś kotek, Harry w porę zahamował. Trzymałam rękami kurczowo siedzenie. Przełknęłam ślinę i oddychałam głośno. Brunet spojrzał raz na drogę, a potem na mnie. Tak samo gwałtownie oddychając.
- Nic Ci nie jest?- zapytał
- Nie..nie w porządku. Nie mogę cały czas bać się samochodów.
- Bać się? A co cię niepokoi w samochodach?- zapytał zdumiony
- Od czasu, gdy moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym..ja..- przerwał mi
- Nie kończ. Rozumiem.
Spojrzałam na niego wdzięcznym wzrokiem.
- Mam jechać wolniej?
- Nie. Im szybciej mnie dowieziesz na miejsce, będzie lepiej dla nas obojga.- zaprzeczyłam
- Dobrze, jak chcesz.
**
- Jesteśmy- zauważył
- Dzięki. Za podwózkę.
Uśmiechnął się.
- Nie ma za co.
Chciałam już wysiąść z samochodu.
- Kiedy to było?- usłyszałam pytanie
- Co...?- zapytałam
- Ten wypadek. Przepraszam, że pytam. Ja chcę wiedzieć przez ile przez to przechodzisz.
- Dwa lata temu- oznajmiłam - Proszę nie pytaj mnie więcej o to..- byłam zawstydzona sobą, że powiedziałam to tak cicho
- Dobrze. Trzymaj się- powiedział. Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało - Narka
- Pa.
Odjechał, a ja weszłam do domu.
- Jak było?- zapytała mnie podekscytowana Candice
- Świetnie. Są fajni i tacy normalni..nie to co inne sławy.
- Mówiłam Ci, że są zajebiści - odparła z satysfakcją
Zaśmiałam się krótko i objęłam ją ramieniem
- Tak, mówiłaś.
- A masz ich numery?- w jej oczach zobaczyłam blask
- A mam.- uśmiechnęłam się zwycięsko.
- A dasz?- zapytała robiąc słodkie oczka
- Spadaj lizusko- zaśmiałam się
- Dobranoc kochana- pożegnała się z uśmiechem wchodząc na górę.
- Hah, dobranoc dobranoc. - zaśmiałam się i też weszłam na górę.
Wzięłam szybki prysznic i weszłam pod kołdrę.
Popatrzyłam przez okno. Nadal burza.
Westchnęłam i zgasiłam światło. Ułożyłam się wygodnie w łóżku i zasnęłam.
Bardzo fajne opowiadanie ;** !
OdpowiedzUsuńDzięki. Miło, że doceniasz :)
UsuńNieźle się zapowiada...<33
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie http://opowiadanie-1d-boys.blogspot.com/
Dodasz obserwatorów żebym cię nie zgubiła ??
UsuńJest. Na samym dole na moim blogu. Tam będzie ;Oni sprawiają, że świat jest piękny' no i ' Dołącz do tej witryny' :)
Usuńdzięki za podpowiedź bo ja już dzisiaj nie ogarniam.Hehe... jak zwykle zresztą
UsuńHah, spoko :D
Usuńobserwuje i komentuje.
OdpowiedzUsuńrewanż?
http://motylkowe-marzenia.blogspot.com/
Super rozdział ;D masz talent do pisania.
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie : http://without-you-baby.blogspot.com/2012/06/rozdzia-2_27.html
Ty również :)
UsuńSuper opowiadanie :)
OdpowiedzUsuńwww.kosmetycznieprzykubkugoracejczekolady.blogspot.com